Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na piérwszy rzut oka rzecby można, że probował czy nie dojrzy czego przez tę ciemną zaporę; ale lepiéj się przypatrzywszy, łatwo było rozpoznać, że umysł jego zajmowała mniej materyalna praca. Wskazujący palec jego prawéj ręki szybko przybiegał po wszystkich palcach lewéj; widać cóś rachował i dodawał.
Śmieszna rzecz rachmistrz w łachmanach? Był to człowiek bardzo nizkiego wzrostu, a niezgrabnie spojone członki jego przedstawiały ogół pozbawiony wszelkiéj symetryi, lecz odznaczały się znakomitą siłą.
Twarz jego miała wyraz zwyczajny. Kapelusz jakkolwiek był mały, przecież dozwalał tylko widzieć czoło szerokie najwięcéj na trzy palce. Z czoła tego wychodził nos orli, cienki, blady, mocno ściśniony, którego wązkie nozdrza zaledwie mogły wciągać ilość powietrza niezbędną do oddechu. Brody nie miał wcale, tylko tu i owdzie po kilka rudawych włosów, przebijało pożółkłą skórę jego policzków. Po obu stronach szczupłych i wklęsłych ust zwykły uśmiech wydrążył dwie małe, dosyć jowialne zmarszczki. — Wzrok przenikliwy, czasem ostrożny, czasem zuchwały pokrywał się rudemi gęstemi brwiami. Cała nakoniec jego fi-