Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ter odziedziczy może kiedyś White-Manor i parostwo... Jego to więc szukałaś na rogu Cliffort-Street?
— Zuzanna dała głową znak potwierdzający.
— Biédne, kochane dziécię! zawołała księżna, ale gdyby przechodził koło ciebie, nie byłby cię postrzegł; gdyby postrzegł, nie był na cię uważał; a gdyby uważał, byłabyś zgubioną!... Nieotwiéraj z takiém zadziwieniem twych pięknych oczu, moja córko... powtarzani, byłabyś zgubioną... Dobry Boże! czy mniemasz, że Brian de Lancester byłby tyle oryginalny i głupi!... przebacz że się tak wyrażam — żeby się na los szczęścia zakochał w panience spotkanej na rogu ulicy.
— Prawda, rzekła Zuzanna bledniejąc.
— Nie w taki sposób powinnaś go spotkać księżniczko, lecz na jakim okazałym balu w West-End... w Almack... w Parku, po za szklanemi szyby herbownego ekwipażu twojego...
— Prawda... prawda, odpowiedziała Zuzanna, zbytek, bogactwo, dla niego o tém wszystkiém zapomniałam... wczoraj przyrzeczone mi zbytek.
Wstała, i jakby nagle wzrok odzyskując spojrzała po całym salonie. Uśmiechnęła się rado-