Strona:PL Trolopp - Tajemnice Londynu.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brażenia, nad którą się unosisz, a która nim łatwo powodowała. Sto razy byłbym od niego winniejszym, gdybym się do wyobraźni uciekał, kiedy Londyn pełną garścią podaje mi nadużycia i dziesięć kroć tyle tajemnic! Po cóż robić się Rafaelem, kiedy trzeba być tylko kopistą?
Wyobraźnia jest błędem, kiedy pracujemy nad przygotowaniem reform społecznych; jeżeli chcemy przykładów, ważną jest rzeczą unikać wszystkiego co się mija z prawdą, bo czytelnik raz oszukany, nie uwierzy reszcie dzieła. I cóż jest ten Rudolf, rodzaj socyalnego Don Quiszota, którego wszystkie piękne czyny mają śmieszną stronę, lub tchną okrucieństwem? Cóż więcéj urojonego, jak ten Murf tyle przywiązany, ten Mentor wyłysiały, ten Merkury bez skrzydeł, ten Kaleb przebrany za szambelana? Cóż bardziéj niebezpiecznego jak Marya], ten kwiat na zawsze zdeptany, którego łodygi najświętsza nawet ręka nie zdołałaby podźwignąć? A ów Szuryner, ugłaskany zwierz dziki, któremu sam autor wymierza spra-