Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zek ten jest tylko intermezzo myśli mojej, a że u mnie tak często muzyka brata się z poezyą, i prawie mi są nierozdzielne, więc pomyśl sobie tę całość, jako sonatę w słowie, część pierwsza, monografia łzy, to niby largo affettuoso, smutne, jak piosenka grabarza, co ideę swoją nieraz zakopuje miasto tej dziewicy i siebie z nią – druga część monografia to allegro semplice! Prosta – jak śpiew rolnika miotającego ziarno, a wróżąca żniwo plenne – trzecia, pocałunku, to presto appasionato i nieco buffo, wesoła jak pieśń drużby, co wraca z wesela, jak gra fal strumyka, co o tamy jeszcze nie trącił, szum harmonii, dziecka dysonansu, i matki jego razem – tak pojmowałem te trzy obrazy i dla tego ci je określam. – –

Po chwili milczenia dodał smutniej, – wkrótce wezmę się do dramatu, dlatego próba dialogu posłużyła mi za małe studium … ależ dramat… tak mi dziwno i smętno, gdy chwilowo dawszy rękę Talii, myślę tknąć szaty Melpomeny! Moja Klotyldo! Czy myślisz – a raczej czy czujesz, że przyszłość moja ma przyszłość?...

– Ona lekko trąciła okno, przy którym stali, i milcząc wskazała niebo gwiaździste… A jasnowłose czoło oparła na jego piersi młodzieńczej. . . .

KONIEC TALII.