Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rodu — który wytężywszy wszystkie siły, na nowo upadł pod przemocą niewoli — w tej łzie narodu przepadły wszystkie łzy pojedyncze człowieka!... ale ztąd — poczynają się łzy radości!... łzy zmartwychwstania…
O łzo! pociecho smutnych, niepocieszonych! łzo powrotu z tułactwa! łzo matki odzyskującej dziecię!... dziecięcia matkę! niema łzo narzeczonej, witająca bohatera — — łzo wielka narodu! odzyskującego niepodległość, idącego razem dłoń w dłoni, przy biciu dzwonów do prastarej ojców świątyni, złożyć jak dawniej miecze i sztandary!... o łzo! nie spadaj z kłosa poranionej duszy ludzkiej, świeć na niej, bo dokąd ty jesteś, dobrze jest, boś ty odkupieniem! i u ujścia swego zlały się te łzy wszystkie w jedną łzę Zbawiciela, spłakana na krzyżu za wszystkich! Z tym strasznym ludzkim krzykiem: „Ojcze mój!“ ojcze, czemuś mnie opuścił!“ na myśl złego, i na myśl, że ludzkość nie cudem, ale tylko trudem własnej pracy i łez dopłynie do ideału i wypełni się!... w tej łzie przepadły: łza Piotra żałującego, i łza, której nie dopłakał Judasz… jedna tylko jak czarna kropla nie pomieściła się w tym Oceanie — to łza zdrajcy ojczyzny!... i wronim okiem przepadła na dnie bezdennem!... I ujrzałem wielką tęczę odbitą na niebie, ale już z łez radości — piękniejszą niż po potopie — — łzy te radośne gwieździły na oczach ludzkości po wiekach, idącej z palmami