Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brze, mówić o tem estetycznie, po dzisiejszemu, nie godzi się!...
I zwierzęta mają łzy swoje: widziałem raz w szumiącej kniei śmiertelnie ranną sarnę, którą sarnięta z bekiem, wymowniejszym nad rozprawy estetyków, lizały po ranach, ona zaś, robiąc bokami krwawemi, ostatkiem sił, patrzyła na nich, a z jej oczu duże, białe krople padały na wrzosy, pod szronem zgięte!... Któż nie pamięta owej twarzy wielbłąda, która łzawa zajrzała do namiotu ojca zadżumionych? Homer w Odysei, przy witaniu się Telemacha z Ulissesem, wspomina o łzach orłów, którym gniazdo zburzono, a rubaszny szlachcic powiedziałby w swoim sposobie bardzo poetycznie „płakali jak bobry, mości dobrodzieju!“… a klucz do tych wszystkich tajemnic we łzie owego psa Izydy!
I narzędzia muzyczne mają łzy swoje: posłuchaj kiedy arfa Jeremich płacze tonami skarg i westchnień, a skrzydła jej tonów, jak stada łabędzi, wibrują aż do stóp Przedwiecznego, gdzie pęka ich fala, rozbryźnięta we łzy ludzkości. — Czy arfa, jako tłumacz łzy cichej, północnej, niewidzialnej, spadającej, w komnacie Desdemony — tak, jak ją rozełkał Rossini — posłuchaj, gdy Wiola w karnawale Berlioza żali się namiętnemi łzami Romea, a Bratsze w jego boskim, przyszłym Haroldzie, którego tema gorzkie i żałosne, jak czerwona nić snuje się w całem przędziwie symfonii, znać ją i w chórze mnichów — i