Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


więzień, w cichości poświęcenia, w mękach tworzenia i w niemej rozkoszy ofiar bezimiennych!... Patrzcie, oto jak w kalejdoskopie dziejów błyszczą razem łzy ludzkie – girlandami komet rozpadają się i łączą w przestrzeniach błękitu…. Oto łza pierwsza Ewy nad śpiącym Kainem, co zgasiła jej uśmiech ostatni – i łza jej ostatnia nad ciałem Abla, co wywołała znowu uśmiech pierwszy – rozpaczy!... bo związek łzy i uśmiechu jest ciągły, – z harmonii w dysonans, z dysonansu w harmonią płynie! Bo radość jest matką boleści, a boleść matką radości…. Dalej jak wielkie kryształy błyszczą łzy wielkich – a później jednak ujrzemy, że łzy ciche maluczkich i jaśniejsze i „żyźniejsze!”

Mimo stóp przepłynęła mi łza Aleksandra Wielkiego, gdy słysząc od Arystotelesa, że są insze światy po za naszym światem, płakał z żalu, że tych wszystkich światów zdobyć nie może!... I łza Cezara nad głową Pompejusza, i ostatnia łza Annibala, złączona z łzą Maryusza nad gruzami Kartagi! Łza Peryklesa nad stosami synów. I jedna łza Cornelii, matki Grachów, łza sztuczna Kleopatry w niewoli, dalej łza Karola Wielkiego w melancholijnej starości, gdy z okna patrzał na łódki Normandów!... I łza ostatnia Napoleona I, całującego synka swego!... Wielkie one wszystkie, ale nikną przy łzach cichych cierpień, jak perły korony przy perłach łąk. . . .