Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Edmund


(Na kolanach)


Olgo!... Olgo!... jeszcze słowo!... przebacz – mam wyznać. – – –

Olga

Wstań – Pułkownikowa – jak ja jej powiem? – –

(Wchodzi z wolna Pułkownikowa.)


Moja Olgo, chodźmy się przejść, dosyć czytałaś.

Olga

Dobrze, tylko zarzucę coś cieplejszego.

(Odchodzi.)


Edmund


(Ukrywa twarz w dłonie matki i milczy długo.)


Ta – albo żadna.

Pułkownikowa

Przyrzekła ślepemu?

Edmund

Tak!...

Pułkownikowa

Ach!... widzę, że miłość ślepa… strach mnie bierze, jak jej to odkryć, cale uczucie mogłoby prysnąć o ten wymysł, mówiłam ci: „Nie zartuj z ogniem”… sama nie wiem….

(Wchodzi Olga)