Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


to pierwszy z moich figlów, tak mi się plan mój składa… żalisz się, żem smutny, przysięgam, że wesół będę jak nigdy – lecz tylko na ten raz… mamo droga….

Pułkownikowa

Ha, widzę, żem słabą matką – wymogłeś na mnie lecz pod warunkiem, by odpowiedzialność w razie złych skutków, cała moją była…. Ten pierścionek oddala mi dawniej, zapewniając, że go bez mojej rady nikomu nie odda – rozumiemy się!...

Edmund

Przypuśćmy – więc ja – zakochany, jak upiór rozmawiający z księżycem nad wodospadami… błagający, by przeszły przez płomienie serca mego … a! to wyśmienite! –

Pułkownikowa

Może to mieć i poważną stronę swoją, dla tego jedynie przystaję….

(Słychać trąbkę pocztową.)


Edmund

To ona!... coś dziwnego mi się dzieje!... jak sarna wyskoczyła z pojazdu – po raz pierwszy zbiegnąć i ręki jej podać nie mogę.

Pułkownikowa

Ja zejdę, ty idź do siebie.