Strona:PL Tadeusz Gajcy - Widma.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiersz o szukaniu

Ile rąk, ile spojrzeń
ile melodii trzeba w śnie —

Nie wiem, ja i ty nie wiesz
i nikt wiedzieć nie może,
ile rąk, ile spojrzeń
ile melodii —
kto wie?

Czy na łodydze z zapachu i barwy,
czy na liściu płaskim, który wyrzeźbił wiatr
i czy naprawdę zielonym blaskiem, czy naprawdę —
przez jedną chwilę czy przez wiele lat?

A przez westchnienia leniwych żmij
zwiniętych płasko w księżycowej mgle,
a przez usta syczące jeżyn,
a przez kwiaty wysokie i prężne
iść źle.

Więc śpij —

Czy wcześniej czy później nocą ci się przyśni
koronkowy fosforyczny kształt —
nikły płomyk leśny biały sen wyciśnie
i obudzisz się z otwartą dłonią, jakbyś zerwać i pogonić chciał.

Więc śpij —

Pożeglujesz powiekami wstecz
i ramiona wyrzucisz za krawędź —
a tam — z puchu księżycowy mlecz
tańczy w igłach drzew chwiejnych i barwnych.

Mchy spienione suną jak obłoki
przygwożdżone łodygami grzybów —
nie odróżnisz — płomyk jest podobny
do malutkich owadów nieżywych.