Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pani Hańska.djvu/092

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zachować. Chcę mu wskazać ton jaki mu trzeba przybrać, wyleczyć go potrochu z tego snobizmu, w który popada tak często i odzwyczaić go od ciągłego wynoszenia pod niebiosa pokrewieństw, które zawdzięcza naszemu małżeństwu. Słowem, staram się go przywieść do tego, aby był naturalny, aby błyszczał swoim talentem, genjuszem, głębokiem wykształceniem, nieporównanym rozumem, raczej niż żeby się popisywał lichemi przewagami majątku czy urodzenia, które ja posiadam a które są o tyle niższe od wszystkich cudownych darów, jakiemi natura obdarzyła jego samego...“
Nie na wiele zdało się to „wychowanie“ przy nieokiełznanej żywości charakteru i dziecięcej ekspansywności Balzaka. Oto urywek z listu pani Balzakowej, kiedy, już