Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Dziewice konsystorskie.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mówić; kto je poruszy, ten jest natychmiast — jak ja — obsypany stekiem obelg. Doprawdy, możnaby przypuszczać, że ci ludzie zupełnie stracili poczucie rzeczywistości! Miałbym ochotę przytoczyć cały list, który od jednego z czytelników otrzymałem, a który kończy się tak:

Śmiem wyrazić zdanie, że obecnie stosunki są nie do wytrzymania; ludzie w tej atmosferze duszą się i szukają powietrza, ale nie w Kościele Katolickim. Doprowadzić to może u nas do „Meksyku“ — tylko oby sprawcy tego nie uważali się w krytycznej chwili za ofiary, jak to się zwykle dzieje; należy ich o tem uprzedzić...

Porzućmy te ponure obrazy; przejrzyjmy dla rozweselenia parę klerykalnych pisemek i ich „polemikę“. Jedno przepowiada mi straszny koniec w sanatorjum dla zboczeńców; w drugiem jakiś głuptas kreśli taki ponury obraz przyszłości Boya:

Obawiać się musi także, że go na progu starości, kiedy mu zbraknie wrodzonej werwy i sarkazmu, a krzypoty wieku sędziwego tamować będą skrzący się wylew natchnienia, że go wtedy opuszczą gęstem dziś zbici wkoło niego kołem i nie szczędzący poklasku Koplery i Stiglitze...