Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Dziewice konsystorskie.djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
...Jak się przedstawiać będzie to życie, gdy minie młodość, która wszędzie i zawsze żyje dość po bolszewicku? Czem żyć w tej niezamiecionej brudnej izbie, do której, na pociechę, radjo przynosi melodje tanga z Berlina? Czy powtarzaniem strzępów nieprzetrawionej socjologji, z której sam autor sobie podrwiwa? Bądź co bądź, jedną z zalet osławionego kapitalizmu, jest to, że pozostawia bodaj możliwość, bodaj złudzenie tworzenia swego osobistego życia... Czem będą żyć ci ludzie później, nie bardzo widzimy. No, i trudno nam zapomnieć o innych zatrudnieniach tego komisarza, poza błogosławieniem parotygodniowych małżeństw.

Mimo iż w ramach recenzji teatralnej[1] nie uważałem za potrzebne strzelać ciężkiemi armatami do marjażów bolszewickich, nikt mnie chyba nie posądzi, abym je uważał za rozwiązanie kwestji. Ale równocześnie, naturalnym refleksem, myśl moja zwróciła się ku temu w czem my żyjemy, jak się u nas przedstawiają te sprawy. Uczułem wyraźnie, że coś tu jest absolutnie nie w porządku. Listy, które zacząłem otrzymywać, utwierdziły mnie w tem przekonaniu. Takie jest istotne pochodzenie moich felietonów, które są niejako ob-

  1. Flirt z Melpomeną, Wieczór ósmy.