Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Dziewice konsystorskie.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podróżnika, od jego zmysłu orjentacji, od tego wreszcie, co mu zechcą pokazać. Życia, zwykłego życia on nie zobaczy. Może tedy teatr, nie propagandowy, ale domowy, pisany dla siebie, ukazałby nam trochę tej rzeczywistości?

Sztuka osnuta jest dokoła spraw małżeńskich. Dwie „zarejestrowane“ pary okazują się niedobrane; sympatje czworga młodych — zamieszkałych w jednym pokoju — ciągną ku sobie na krzyż:

Mimo że sytuacja jest jasna już z początkiem drugiego aktu, autor prowadzi ją przez szereg zawikłań, aż wreszcie brodaty komisarz rozcina sprawę, kojarząc na krzyż kochające się pary i mówiąc dobrodusznie: „No kochajcie się, i starajcie się nie robić głupstw... przynajmniej przez jakiś czas: od tego republika sowiecka nie zginie“.
...Mimowoli zastanawiamy się, jakby podobna sytuacja wyglądała u nas. Dawniej, byłaby wogóle bez wyjścia. Gdyby miłość była serjo, możeby sobie ktoś w łeb strzelił, alboby się utopił, w najlepszym razie byłoby czworo osób nieszczęśliwych.
A dziś? Dziś rozwiązanie jest u nas trojakie. Jeżeli małżonkowie nie mają pieniędzy, wówczas wogóle są poza prawem, nie mają u nas prawa