Strona:PL Swinburne - Atalanta w Kalydonie.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mnie, matko moja — zaklinam na bogów
I na pierś ojca i na twoją świętszą
Pierś, moja matko, i na tych, co patrzą,
Jako umieram, nie mniej ty mnie kochaj,
Pierworodnego twego! Choćbym ja ci
Zgotował smutek, a ci radość wielką,
Ty wiesz, o matko, wy to wiecie, piersi,
Coście mnie ongi tuliły, wy wiecie,
O droga głowo mej matki, o święte
Oczy — wy wiecie, jaką jest ma dusza:
Chociam i grzeszył, choć klęczyć nie mogę,
Ani też objąć twych kolan, me wargi
Klęczą i serce me do stóp twych pada.
Żegnajcie teraz, wszyscy przyjaciele
I wy, krewniacy, sławniejsi ode mnie,
Synowie siostry mej matki; żegnajcie
Wy, coście byli wraz ze mną w Kolchidzie
I ze mną fale zmogliście i boje:
A choć się czasy zmieniają, choć dzisiaj
Nie jestem niczem, wy nie zapomnijcie,
Com zdziałał ongi za mych dobrych czasów
Na te dni właśnie ja was tu zaklinam
I na dzisiejszy dzień ten i na wasze
Żyjące dusze, na światło i szczęście,
W którem żyjecie, i na łup ten nędzny,
Na mnie, mrącego, ja was tu zaklinam,
Nie dajcie umrzeć mojemu imieniu!
A ty, najdroższa, podaj mi różane