Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/889

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    że w życiu mojem nie zapomnę tego, co ci jesteśmy winni.
    Tu pani Dutertre zakryła twarz rękoma i zalała się łzami.
    Margrabina zastanowiła się chwilkę i zdawała się powątpiewać, poczem dodała:
    — Zofjo, gdzie jest twój mąż?
    Młoda kobieta zadrżała, zarumieniła się d zbladła kolejno, nareszcie zawołała mimowolnie i z obawą.
    — Chcesz wiedzieć?
    — Tak jest.
    — Nie wiem... czy teraz jest... w fabryce — odpowiedziała pani Dutertre jąkając się — lecz jeżeli życzysz sobie... jeżeli tego koniecznie pragniesz... każę go zawołać... ażeby się od ciebie samej dowiedział... ile ci zawdzięczamy...
    Margrabina smutnie kiwnęła głową i odpowiedziała:
    — Nie dla odbierania podziękowań twego męża, chciałam się z nim zobaczyć. Zofjo, chciałam tylko... ażeby ciebie... i jego razem... pożegnać...
    — Pożegnać nas?
    — Dziś wieczorem wyjeżdżam z Paryża.
    — Wyjeżdżasz! — zawołała pani Dutertre, i w głosie jej odbiła się dziwna mieszanina zdumienia, smutku i radości.
    Żaden z tych odcieni nie uszedł baczności i przenikliwości Magdaleny.
    Naprzód doznała jakiegoś przykrego wrażenia, nawet jej oczy łzami zaszły; później atoli, tłumiąc swoje wzruszenie, rzekła do swej przyjaciółki, uśmiechając się ze słodyczą i biorąc ją za obie ręce:
    — Moja biedna Zofjo, ty jesteś zazdrosna.
    — Magdaleno!...
    — Jesteś względem mnie zazdrosna... przyznaj sama...
    — Upewniam cię...
    — Zofjo.. bądź otwartą, zaprzecz temu, byłoby to toż