Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/882

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    lubię siadywać w oknie. Pan się nie ruszysz ze swego domu, upewniam pana o tem, urok niezwalczony... fatalny... więzić pana w nim będzie jakby za karę w każdej chwili. Mój widok będzie męczarnią dla pana, a jednak starać się będziesz widzieć mnie... Za każdym razem, gdy spotkasz moje spojrzenie, a często spotykać je będziesz, otrzymasz cios sztyletu w serce... a jednali, chowając się za firankami, śledzić bodziesz każde moje spojrzenie.
    Tak mówiąc, Magdalena zbliżyła się do Paskala drżącego, strwożonego, oczarowanego, dyszącego pod jej palącem spojrzeniem.
    Poczem margrabina odezwała się jeszcze.
    — Ale to nie wszystko... ponieważ mieszkanie to jest obszerne, Antonina, zaraz po swojem małżeństwie, przybędzie z Franciszkiem mieszkać razem ze mną... wtedy... to już sama nie wiem, co się z tobą stanie, mój biedny panie Paskal.
    — Oh, to piekielna kobieta — szepnął finansista.
    — Wyobraź pan sobie zatem, wszelkiego rodzaju męczarnie, jakie będziesz ponosić. Musiałeś pan bardzo być zajęty Antoniną, kiedy ją aż zaślubić chciałeś; musiałeś i mną bardzo być zajęty, kiedy cały twój majątek u stóp moich złożyłeś. I cóż! nietylko, że narażony będziesz na największe cierpienia, widząc, że kto inny posiada osoby, za któremi się tak szalenie uganiałeś (ja jestem wdową i myślę wyjść za mąż), ale nadto pan przeklniesz wszystkie swoje skarby, ponieważ każda chwila dnia powtarzać ci będzie, że one nie mogły przynieść ci żadnej usługi w zaspokojeniu twoich najgorętszych życzeń.
    — Puść mnie pani — wyjąknął Paskal, cofając się przed Magdaleną, która ciągle trzymała go pod urokiem swego czarownego spojrzenia. Ah! ta kobieta... to prawdziwy szatan.
    — Posłuchaj pan jeszcze — dodała margrabina — nie zdziwię się bynajmniej, mój biedny panie Paskal, jeżeli