Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1566

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — Mogę pani tylko powiedzieć, moja kochana, piękna, niecierpliwa pacjentko, że dzisiaj, jakeśmy się na to zgodzili, musi pani spróbować przejść się trochę, ponieważ zaś to będzie pierwsza próba, przeto moim obowiązkiem jest, tak, moim obowiązkiem, ażebym tej pierwszej próbie sił pani był obecny.
    Zaledwie powiedział to doktór, usłyszano lekkie kasłanie Małgorzaty pod drzwiami.
    — Teraz, kochana matko — rzekł Fryderyk z tkliwością do młodej kobiety — teraz odwagi, odbędziemy wielką przechadzkę po całym domu.
    — O! czuję w sobie siłę, która was wszystkich wprawi w zdziwienie — odpowiedziała Marja z uśmiechem, zabierając się powstać z krzesła, co przecież nastąpiło z pewną trudnością, gdyż była jeszcze bardzo osłabiona.
    Był to powabny, a zarazem rozrzewniający widok.
    Marja postępowała chwiejnym krokiem, David Szedł po prawej, a doktór po lewej stronie, gotowi wesprzeć ją, jeśliby ją siły miały opuścić, gdy tymczasem Fryderyk z wyciągniętemi rękami tyłem przed nią postępował, jak się to dziać zwykle przy dzieciach, które próbować sił swoich zaczynają.
    — Widzicie, jak jestem mocna — rzekła Marja wesoło, idąc zwolna za synem, który tkliwie do niej się uśmiechał — i gdzież wy mnie prowadzicie?
    — Zobaczysz, kochana matko.
    Zaledwie Fryderyk wymówił te słowa, gdy Małgorzata wydała okropny krzyk za drzwiami.
    Potem drzwi się otworzyły nagle, i szyderski, przenikliwy głos jakiś zawołał:
    — Zaczekajcie trochę!! wasz Stary, tłusty poczciwiec żyje jeszcze!
    Marja, która stała naprzeciwko drzwi, krzyknęła okropnie i nawznak upadła na ziemię.
    Spostrzegła bowiem swego męża, Jakóba Bastien!