Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1532

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — Jakóbie, ty tego nie zrobisz.
    — Zobaczysz.
    Włożywszy już na siebie nocny kaftanik, młoda niewiasta chciała jak zwykle pójść do swego syna, ażeby go jeszcze uściskać przed udaniem się na spoczynek, gdy wtem usłyszała jakiś ciężki chód w sieni, prowadzącej do jej pokoju.
    Nie było najmniejszej wątpliwości, były to kroki Jakóba Bastien.
    Marja przysłuchiwała się uważnie.
    Kroki te zatrzymały się pod drzwiami.
    Wkrótce po odgłosie tego ciężkiego chodu, rozlegającego się po całej sieni, słychać było szelest dwóch rąk macających drzwi i szukających w ciemności zamku i klucza.
    Jakób Bastien chciał wejść do pokoju żony.
    Marja uspokoiła się z początku, pomyślawszy że drzwi były zamknięte; wkrótce atoli przyszło jej na myśl, że jeżeli nie otworzy mężowi, ten w grubjańskiej gwałtowności swojej zacznie z największym łoskotem kołatać do drzwi, a może je nawet i wybije, przez to zbudzi syna, sprowadzi David‘a i przy największym zgorszeniu wywoła scenę, która drżeniem przejęła młodą matkę; już prawie miała zamiar otworzyć mężowi, kiedy pomyślała, że Fryderyk był w przyległym pokoju, że przed chwilą jeszcze musiała użyć całej potęgi swej miłości macierzyńskiej, ażeby go wstrzymać od gorzkich skarg i zażaleń na Jakóba Bastien. Zresztą przypomniała sobie owe słowa Fryderyka, którego odwagę i moc duszy tak dobrze znała:
    Targnąć się na nasze szczęście, znaczyłoby targnąć się na twoje życie, moja matko. Ale ja życia twego bronić będę nawet przeciw memu ojcu.
    Marja czuła, że żadna ludzka potęga, ani nawet jej własna nie zdołałaby tym razem wstrzymać Fryderyka od chwycenia się największej ostateczności, gdyby Jakób Ba-