Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1511

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Jakób Bastien w towarzystwie swego kuma Bridou, oficjalisty sądowego w Pont-Brillant, wszedł do pokoju.
    Jakób Bastien, jakeśmy już wspomnieli, wyglądał, jak gruby nieociosany Herkules; jego ogromna, gęstym, jasnym włosem pokryta głowa, oddzieloną była od nadzwyczajnie szerokich pleców, którką szyją, podobną do szyi nosorożca; miał on twarz szeroką, czerwoną, prawie bez żadnego zarostu, jak wielu ludzi, posiadających atletyczną siłę; nos jego był wielki, usta bardzo wypukłe, oko przebiegłe, chytre i złośliwe. Niebieska bluza, którą według swego zwyczaju nosił na surducie, wydatnie podkreślała jego wielki brzuch; na głowie miał lisią czapkę z klapami na uszy; przytem szerokie spodnie manszestrowe i buty okute, których pewnie najmniej od tygodnia nie kazał czyścić; w jednej z ogromnych rąk swoich trzymał sękaty kij cierniowy, przyczepiony do pięści za pomocą brudnego rzemyka; zresztą, kończąc opis tego zwierza ssącego z zębami chwytnemi, dodamy tylko, że wydawał z siebie przynajmniej na dziesięć kroków nieznośną woń koźlą.
    Jego kum Bridou, który także nosił bluzę na starym czarnym surducie i okrągły kapelusz na głowie, był wzrostu niskiego, w okularach, wyschły, pokryty piegami, z wzrokiem chytrym, ustami wąskiemi i wystającemi kościami policzkowemi; wyglądał on zupełnie jak łasica z okularami na nosie.
    Zobaczywszy Jakóba Bastien, David zadrżał z boleści i przerażenia, na myśl, że istnienie Marji na zawsze przykute było do tego człowieka, który prędzej lub później mógłby sobie sprzykrzyć swoje wspaniałomyślne, lecz mimowolne oddalanie się z domu.
    Jakób Bastien i Bridou weszli do pokoju, nie pozdrowiwszy nikogo; pierwsze słowa, jakie pan domu ze zmarszczonemi brwiami, głosem ostrym i zagniewanym wyrzekł do swej żony, która podniosła się z miejsca, ażeby go przyjąć, były: