Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1302

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Na tę myśl zadrżał; ale, wstydząc się swojej słabości dodał prawie natychmiast:
    — I cóż! jeżeli ja go zabiję... to i tak dobrze... w takim razie nie będzie już mógł korzystać z dóbr, których mu zazdroszczę... jeżeli ja go zabiję — mówił dalej nieszczęsny młodzian, starając się usprawiedliwić to zgubne postanowienie we własnych oczach — to zbytek jego nie będzie już raził mojego ubóstwa i ubóstwa tylu innych ludzi, którzy jeszcze więcej ode mnie godni są politowania.
    Zatopiony w tych czarnych myślach, Fryderyk przybył wkrótce do skały Grand-Sire.
    Tak nazywano już od wieków na pamiątkę jednego z dawnych panów de Pont-Brillant, ogromną masę brył granitowych, leżącą na uboczu mało znanej i dlatego rzadko uczęszczanej drogi gęstego lasu.
    Fryderyk postawił broń swoją w pewnym rodzaju naturalnej groty, osłonionej w połowie siecią z bluszczu, który wyrastał z rozpadliny leżącego nad otworem urwiska skały.
    Miejsce to oddalone było około czterdziestu kroków od drogi, zwanej powszechnie drogą wielkiego hetmana. Jeżeliby margrabia przybył, to nie inną, jak tylko tą, krzakami zarosłą drogą. Fryderyk dlatego obrał miejsce w tej części lasu, że, nie będąc widzianym, sam mógł widzieć z daleka znaczną przestrzeń drogi.
    Tak upłynęła jedna, dwie, trzy godziny... Rudolf de Pont-Brillant nie przybywał.
    Ponieważ Fryderyk w swojej gorączkowej niecierpliwości nie mógł przypuścić, ażeby margrabia na jego wezwanie miał odpowiedzieć wzgardą, przeto wynajdywał rozmaite powody, któremi sobie tłumaczył długą nieobecność swego przeciwnika: musiał on list jego dopiero przed obiadem otrzymać... w takim razie wypadało mu jeszcze usunąć niektóre przeszkody, ażeby mógł sam się wydalić... a może też wołał on zaczekać aż do wieczora.
    Tym sposobem w bojaźliwem oczekiwaniu, mijały mu