Strona:PL Sue - Nowele.pdf/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Pewnego wieczora, po obiedzie, przy którym prócz nas trojga nie było nikogo więcej, przyjaciel mój kazał zaprzęgać i odezwał się w te słowa:
— Opuszczam cię, Jenny, bo mam pilną sprawę, a dzisiaj, jeżeli się nie mylę, twój dzień opery.
— Tak — odparła Jenny — ale odstąpiłam swą lożę Bressacom.
— Cóż więc poczniesz?
— Sama jeszcze nie wiem. Ponieważ to właśnie środa pani d’Arville, zaglądnę może na chwilę do niej. —
Powstałem z miejsca i wraz z mym przyjacielem zabierałem się do wyjścia, gdy żona jego mnie temi powstrzymała słowy:
— Nie wyprawiam pana wcale, owszem możesz pan jeszcze zostać, kazałam dopiero na dziewiątą lub dziesiątą godzinę przygotować toaletę.
Skłoniłem się w milczeniu.
— Bez wątpienia, jeżeli nie masz nic pilnego, zostań koło mej żony i baw ją przez ten czas, bo ja mam przeklęte rendez-vous z notaryuszem, którego nie mogę na później odłożyć.
— Do widzenia, Jenny, rzekł do swej żony, całując ją w rękę, a zwracając się do mnie dodał:
— Nie zapominaj, że przychodzę po ciebie jutro o drugiej i pójdziemy razem oglądnąć ów hotel przy ulicy Londyńskiej.
Po tych słowach wyszedł.