Strona:PL Sue - Czarny miesiąc.djvu/377

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


prócz tego, co może mieć wspólnego Teresa z tym portretem?... Kobieta, którą on przedstawia, umarła, zadręczywszy mego dziada; tymczasem Teresa czyni mnie najszczęśliwszym... sam wiesz, że to anioł dobroci.
— Tak, twoja żona jest dobra, łagodna, lubi wspomagać nieszczęśliwych i rzadkie przejawia cnoty... a przecież, zamiast być najszczęśliwszym z ludzi, nikniesz w oczach.
— Zdrowie moje wojna nadszarpnęła, mój przyjacielu, wojna — z uśmiechem odpowiedział Ewin. — Tyle nocy przespałem się w lasach, na ziemi, w bagnach...
— O, nie, nie, mój przyjacielu... Przecież jesteś silny i zdrów, jak ryba...
— Ale...
— Nie ciało, ale dusza w tobie chora.
— Upewniam cię...
— Jesteś z dnia na dzień smutniejszy.
— Ależ nigdy nie byłem zbyt wesoły. To już kwestja usposobienia.
— To nie chodzi o wesołość, ale...
— Raz jeszcze... znowu!
— Tem gorzej, jeżeli cię to uraża. Ale nie mogę już dłużej milczeć... twoje serce cierpi boleśnie... muszę z tobą pomówić zupełnie szczerze... ja cię przeniknąłem.
— O czem mówisz?
— Wiem już o wszystkiem.
— O czem? — zaniepokoił się Ewin.
— Bądź spokojny. Rzeczy takie, gdy się je z serca wyczyta, święte są, jak spowiedź, gdy cię odgadłem, z tobą jednym mówił o tem będę... bo już milczeć nie mogę...
— A więc.
— Jakiś tajemny smutek cię zadręcza., dobija. Widzę przecież, jak jesteś nieszczęśliwy.
— Przykrą boleść, sprawiła nam obojgu śmierć dziecięcia. Cóż w tem dziwnego?
— No, tak... ale...