Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/074

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    piaskowe i grudy trawertynu, dźwięczała uderzając o ruiny pogańskie. Mówiono, iż są to ruiny świątyni Diany, iż są to grobu Remusa podstawy. Któż prawdy się dowie? Dobrotliwa jagoda winnicy ciężko i sennie zwisała ponad tą ziemią, zdeptaną przez niezliczone pokolenia półbogów, bohaterów i biednych, ciemnych prostaków, — łagodnie dojrzewając w słońcu, które pali pożarem kamienie Termów Karakalli w nizinie za świętą Balbiną, kamienie wielkiego zburzyszcza Circus Maximus w dolinie, zwanej Murcia, między Awentynu i Palatynu wzgórzami, i pada ognistym pożarem na odwieczną drogę Moletta, przecinając dwa bliźniacze awentyńskie pagórki. Wszyscy przeszli tą drogą Moletta z południowego cypla Remusa, dążąc do Rzymu, stolicy ziemskiego okręgu, — przebiegli, oddalili się, znikli. Święta cisza została. Tą oto drogą Moletta przewieziono zwłoki świętego Alexego wśród ciżby niezmiernej narodu, który nie chciał się rozejść, choć złoto i srebro na tę drogę rzucano, ażeby przejście otworzyć.
    Alexy, pojąwszy za żonę córkę potężnego cesarza, w noc ślubną rozłączył się z żoną i leżał przed bramą kościelną tak długo, aż się serce Bogarodzicy wzruszyło. Wiatr go przynosi z Edessy do Rzymu. Ojciec go nie poznał i nie poznaje go żona...
    Zatęskniło się, pożaliło za braćmi — za Janem z rodu Canapariów, dobrym i chorym, — za Janem mądrym w Bogu z rodu Campaninus’ów, — za Teodorem, arcybiskupem Egiptu, milczącym, — za Lwem, opatem. Alboż nie byli, jak narcyzy i glicynie bezgrzeszni, czyści w sobie, niewinni? Alboż nie byli, jako