Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

generała żadnego nie odniosły skutku. Projekt ambarkowania się na siedm wysp i opanowania Morei nie znalazł aprobaty chytrego ministra. W smutku powrócił wódz, oznajmiając upadek legionów. Kiedy już się to dokonało, wówczas przez kilka miesięcy żołd trzeciej półbrygady został wstrzymany, a kiedy oficerowie dla wielkiego niedostatku nie byli w stanie z miejsca się oddalić, wyszła piąta i sześćdziesiąta ósma półbrygada, stanęły obie pod bronią z rozkazem użycia gwałtu w razie naszego oporu. Otoczono nas siłą przewyższającą i poniemusem pod paszczami armat przymuszono wsiadać na fregaty w Livornie...
— Dokąd? — wyszeptał Cedro.
— Dokąd? Zrazu mówili, że do Tulonu, a wreszcie wyznali wprost.
— Na Antyle?... — mruknął Trepka.
— Tak jest, panowie bracia.
— I to wy, co się honorem chlubicie, żołnierz z bronią w ręku!
— Z bronią w ręku...
— Trza było skonać, a nie iść poniemusem.
— Słowo łatwiej powiedzieć, niż rzecz samą wypełnić. Onych i wtedy nie opuściła nadzieja. Mówili sobie: » Zginął nas jeden tysiąc, drugi, zginie trzeci — a taki zatrwamy!« Dziesiąty tysiąc, a nie to dwudziesty z kolei przyjdzie na miejsce swoje. Wielki wódz słowo dał. A żołnierz słowo wodzowe na czułej szali waży. Tylko widać tego ostatniego tysiąca, mówili wtedy, jeszcze nie wybiła godzina. A panowie oficerowie! Posłuchaj, panie bracie, chętnem sercem, a uważ...
Panowie oficerowie naszej półbrygady, choć wie-