Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

tecznie lubelski upór popchnął wyż wzmiankowaną Wólkę z przyległościami nad nieprzyjemną rzekę Kocytus. Dziś niemasz dla mnie nic z niej innego okrom pragnienia, ażeby teraźniejszy właściciel udławił się jej dochodami. Oto wszystko.
— Nie wszystko. Opowiedz historycznie.
— Treść nie warta formy. Chyba na rozkaz hrabiowski. Byłem właśnie w stadyum peregrynacyi po obcych krajach, kiedy z mego dziedzictwa zostało jeno pewne quantum druków, traktujących o uzdrowieniu tego, co już było na dobre strupieszało w grobie. Wówczas ten oto, tutaj przytomny rodak, imć pan Krzysztof Cedro, spotkawszy mię w ciężkiej opresyi na ryngach wiedeńskich, zaprosił po sąsiedzku. Chodź, prawi, stary włóczykiju, na rezydenta do Stokłosów... Poszedłem volens nolens. Co większa, fornalów posłał aż do Wólki i ze starego lamusa zabrane kazał przywieźć dwa półkoszki druków, oraz skryptów do tego oto Tusculum. Słyszane rzeczy? Przybywszy ja zaś personaliter, aby pożegnać paterna rura i zapłakawszy...
— Tyś zapłakał, szyderco!...
— A obaczywszy siedzącego w pradziadowskiem gnieździe szczygiełka, udałem się za książkami i razem z niemi znalazłem gościnę...
— Żebyż to gościnę! Zaczął się tu, Rafałku, rządzić, jak szara gęś! Włada majątkiem, wtrąca się w interesa całego dominium, rachuje nas, jak fiskus, akcydensa wydziela, jak skąpy dziadzio. Toż z Wiednia musiałem go zasypywać słodkimi listami, żeby mi przysłał choć parę czeskich na makagigi. Pędza nam man-