Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/100

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    kto ją dla nich uczynił? Oczy nurzały się w nią, nurzały bez końca i, zapamiętawszy się w cudnym blasku miesięcznym, nie mogły objąć piękności. W sercach powstawał niesłychany żal, przeobrażał się w krzyk przerażenia czy radości, w hymn święty, na który w mowie ludzkiej niema słów. Dusze, jak niemowy, chciały z siebie wydrzeć choćby jeden dźwięk, jedną nazwę, jedno imię, a tylko głębokie westchnienie, do stworzenia sylaby niezdolne, zawierające w sobie całkowite czucie — wyrywało się ku gwiazdom, rozsypanym w niebiosach.
    Wtem droga zawisła nad urwiskiem i skręciła się w miejscu. Las uciekł z przed oczu i jakoby ciemne skrzydło chyżo poleciał w bok, na dół. Helena krzyknęła. W dali, w przestworzu, w odległej dolinie między dwiema górami, których czarne puszcze zlewały się ze sobą, ukazał się inny świat. Zdało się, że się odchyla kraina księżyca...
    Zdaleka, z nieskończoności, z za czarnych lasów płynął poziomo złoty dym obłoku i rozwiewał się w błękitną nicość. Nad nim, z pomiędzy miękkich zwojów podnosiły w niebo kamienne głowy bezleśne turnie, rozszarpane, jakby były skamieniałym na wieki wiatrem. Zimne ich oblicza uśmiechały się w złotawem niebie. Helena przycisnęła ramię swe do ramienia kochanka i nachyliła ku niemu usta. Usłyszał jej szept:
    — Widzisz! Tam jest nasze szczęście. Widzisz? To jest szczęście...
    Cichy śmiech, cichy śmiech zadrżał jej w krtani. Po chwili znowu szeptała:
    — Czekałam na ciebie tak długo, przez całą mło-