Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Bracie Pierwszy Dozorco, która jest godzina?
— Północ.
— Ponieważ jest północ, oświadcz-że w rzędach swoich, że zamyślam tę sprawiedliwą i doskonałą lożę ucznia zamknąć przez trzy uderzenia wielkie i otworzyć lożę stołową.
Trzy uderzenia Mistrza, powtórzone przez dozorców, zamknęły posiedzenie. Zgromadzeni przeszli korytarzem do innej sali, gdzie już były zastawione stoły. Była to długa izba z nagiemi ścianami. Mistrz katedralny zasiadł pośrodku, obok niego z prawej strony książę, a tuż przy tych dygnitarzach posadzono Rafała. Stoły były ustawione w podkowę, i nowy mularz widział ze swego miejsca wszystkich współbraci. Sądził, że teraz skończą się już obrzędy, ale się zawiódł. Mistrz, zwrócony do dozorców, oświadczył uroczyście:
— Loża stołowa ucznia jest otwarta, i każdy brat może pracować wedle projektu pracy, jaki dany będzie.
Gdy uderzył młotkiem, milczące aż dotychczas towarzystwo poczęło rozmawiać. Bracia sami roznosili potrawy. W drugim rzędzie poza nakryciami stały butelki z winem i szklanki okrągłe, dziwnego kształtu, ze rzniętymi symbolami, a dnami grubemi na cal. Po trzeciem daniu Mistrz, uderzywszy młotkiem, mówił:
— Bracia, napełnijcie strzelby prochem tęgim!
Bracia usługujący napełnili szklanki winem białem.
— Czy wszystkie strzelby nabite są prochem tęgim?
— Wszystkie — rzekł brat Dozorca.
— Damy ognia ten pierwszy raz na zdrowie króla