Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 02.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Jesteś, mości sekretarzu! Przychodzisz w samą porę. Właśnie mam chwilę czasu i chęć do gawędy. Więc siałeś na wsi pszenicę sandomierkę, żyto, a nawet jęczmień?
— Tak jest.
— I znudziło cię to do cna?
— Znudziło.
— I zatęskniłeś do świata?
— A zatęskniłem.
— Masz zupełną słuszność. Trzeba koniecznie tęsknić do czego innego, przenosić się sercem z miejsca na miejsce, z zawodu do zawodu, odmieniać same pożądania, bo inaczej ziemiaby nas obsiadła i pożarła. Widzisz, ja w tym czasie, gdy ty siałeś i żąłeś, nabrałem manii do czytania książek. Dawniej ta żyłka nie odzywała się we mnie. Wystarczało mi samo życie człowiecze, nasze obecne, a to, co jest w książkach, uważałem za strawę godną szczurów, robaków i łysych staruszków. A oto nagle przyszło i trzyma... Waszmość, mości cześnikiewiczu, do książek nie masz gwałtownej inklinacyi? co?... powiedz szczerze...
Rafał zaczerwienił się, jak zbrodniarz, schwytany na uczynku pierwszej kradzieży.
— Nie wstydź się tylko, mój drogi. Niema w tem hańby. I mnie pewne okoliczności wepchnęły na tę żmudną i zakurzoną drogę. Włóczyłem się ostatnimi czasy po świecie, zawadziłem o Egipt, wiesz?... ten, co to w Afryce...
— Och, wiem! — rzucił Rafał, dotknięty do żywego.
— Udałem się w tę podróż po wojnie, która się