Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

— Kto wasan jesteś? Mam rozkaz ludzi użyć, więc używam.
— Masz rozkaz imię polskie hańbić na wieki!... — począł nań krzyczeć, jak na ekonoma, dławiąc się słowami ze wściekłości, idąc nań z laską.
— Co to jest? Kto to? Jak śmie! Baczność!
— Kondotyery!
— Brać go!
— Rabusie!
— Daj go tu!
— Pachoły, siepacze!
Karabiny zamigotały w oczach księcia. Sto pięści chwyciło go za bary. Rzucony na ziemię, z piersi, przyduszonej kolanami, ze ściśniętej gardzieli, krzyczał ostatkiem sił:
— Nie pozwalam!