Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/210

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    szowych wydobywał się nieuchwytny głos, echo radości, rozkoszy, rozpaczy, walki, głos nie wiadomo czyj... Czasem zlatująca woda wydała dźwięk głębszy, który przepłynął okrąg i coś mu nakazywał, czy głosił. Słuchacze nastawiali uszu, żeby pochwycić jakowyś szmer z pod fal... Ale już wówczas cisza była wszędy aż do następnego momentu, kiedy znowu we śnie westchnie woda...
    Rafał wyjął z kieszeni książeczkę, oprawioną w zieloną skórę z wyciskanym złotym brzegiem, otworzył ją na pierwszej stronicy i przy jasnym blasku księżyca czytał pismo brata.
    »Został poza mną ojciec i poza mną została matka. Jestem sam i sam idę, podobnie, jak same jedne odchodzą za bramy cmentarne zwłoki człowieka.
    »Oto w mrokach nocy kołatała się głowa moja po węzgłowiu, a w niej wałęsały się myśli, niby kroki obłąkanego człowieka, idąc i powracając od ściany do ściany, bez końca, po izbie nędzy i nicości.
    »Najlepszy towarzysz i ostatni przyjaciel, sen błąka się bosemi nogami dokoła mojej pościeli, schyla się nad ciągle trzeźwą, nad nieustanie otwartą źrenicą i, wzdychając boleśnie, odchodzi, zcicha szumiąc sukniami, cieńszemi, niż włókna pajęczyny.
    »Zeszła na mnie straszliwa niemoc: fizyczne cierpienie duszy. Zamieniłem się w byt obcy samemu sobie, nieistniejący w naturze, zabłąkany w zewnętrznym świecie. Jestem jak świat sobie samemu nieznany, przemierzły dla rozumu człowieka. Jestem jak świat, któryby się stał samem tylko i dla swego celu istniejącem cierpieniem.