Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 01.djvu/124

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Wiatr ostry u węgłów domu zakwilił, a później z żałośliwym szmerem wałęsa się pod ścianami. Chwilę nacichnie i znowu z rykiem i świstem pięściami bije w ściany, usiłuje wyrwać okiennice, tupie jak koń po słomianej strzesze...
    Rafał, wyciągnięty na swym sienniku, czekał, patrząc w ciemność. Zdawało mu się chwilami, że tak już całą noc przeleżał, że świta, to znowu nabierał pewności, że niema godziny od chwili, kiedy z izby cześnika wrócił. Kilkakroć dźwignął się i nasłuchiwał. Serce targało się w nim, jak więzień silny i młody, który w męce pięściami usiłuje rozwalić ściany swej celi. Głowa płonęła, a krew biła w skroniach. Dusił się w gorącu, które szerzył piec z rogu izby.
    Przed północą siadł na posłaniu i na coś oczekiwał. Przyszła wreszcie tajemnicza chwila i dźwignęła go na nogi, jak rozkaz. Wciągnął na zwyczajne, sukienne ubranie, w którem był, spodnie ze skóry łosiej, wdział na kubrak krótki barankowy kożuszek z żółtej, twardej skóry, ściągnął się mocno rzemiennym pasem szerokim i grubym, wzuł buty długie, za kolana, doskonale poprzednio wysmarowane łojem, i wcisnął na głowę futrzaną czapeczkę. Gdy to skończył, wylał na siebie flaszkę larendogry, którą był skrycie zabrał siostrom. Zapach dodał mu sił, tchnął weń zuchwalstwo, potęgę i szał. Trzymając w ręce klucz od stajni, Rafał pchnął okienko swego pokoju. Okiennica, umyślnie słabo przytwierdzona, podała się w ciemność, oknem wiatr jął szarpać. Awanturnik wskoczył w śnieg. Skoro przymknął połówki okienne, żeby w nocy nie stukały i nie zbudziły śpiących, skoro podparł okiennice przy-