Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 02.djvu/205

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDARTA SOSNA.

Rano, przed ósmą Judym zdążał piechotą na dworzec kolejowy. Był to jeden z pierwszych dni września. Jeszcze słońce pieściło się z ziemią i posępne, czarne domy obłóczyły na się szaty jego świetliste.
Poprzedniego dnia Judym otrzymał kartkę od Joasi z zawiadomieniem o jej przyjeździe. Razem z babką i panną Wandą dążyła do Drezna, gdzie miały się spotkać z Karbowskimi. Babka chciała spędzić dwa dni w Częstochowie. Ona, panna Joasia, jeden dzień miała poświęcić na odwiedzenie kuzynki, mieszkającej w pewnej miejscowości Zagłębia. Donosiła, że, wysiadłszy na dworcu, pragnie zobaczyć twarz kuzynki, że chciałaby spędzić ten cały dzień »kochany« na zwiedzaniu fabryk i rzeczy godnych widzenia.
Podkreśliła także grubemi liniami sentencyę, gdzie wyrażona była decyzya nieodwiedzania nikogo. Judym, czytając te wyrazy, doświadczał wrażenia, że litery krwią spływają i kurczą się z bólu... Szedł na dworzec, myśląc właściwie tylko o tem, co zawierało się w tem życzeniu. Świst lokomotyw na stacyi ściskał mu serce.