Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 02.djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


do szpitala na czas pewien, trzeba więc było uporządkować sam szpital. Do tego wziął się par-force.
Odszukał przez płatnych agentów każde z wywleczonych łóżek i odebrał je w sposób najbardziej nieubłagany. Historya zdobywania nowych sienników, kołder, poduszek, prześcieradeł — mogłaby zająć tom in folio. Na kupno dwu wanien i urządzeń do ogrzewania wody grały teatr amatorski najpiękniejsze i najbardziej dystyngowane kuracyuszki. Każdy sprzęt do gabinetu, apteki, kuchni i t. d. młody eskulap zdobywał na ludziach. Tu wycyganił sześć talerzy, tam wyflirtował noże, widelce, łyżki; tę zmusił do kupienia szklanek, z kim innym wygrał zakład o sztukę perkalu na bieliznę szpitalną. Stara pani-dziedziczka interesowała się zabiegami młodego doktora, nawet miała dla niego łzy w oczach i podziękowania »w imieniu nieboszczyka«, ale sama była pod tak silnym wpływem plenipotenta, który nie cierpiał tych fanaberyi, rozgrymaszających parobków, że od siebie nic wielkiego uczynić nie mogła.
Bądź co bądź na jej zlecenie otoczono terytoryum szpitalne nowym, silnym parkanem i wydano rozkaz ogrodnikowi, ażeby starannie utrzymywał sad dookoła budynku. To była pierwsza ważna zdobycz, gdyż od tej chwili panem owego templum okolonego parkanami stał się Judym. Nikt tam już ze służby i rozmaitych przychodniów nie miał prawa nietylko nic wynieść, ale nawet postawić kroku. Drzwi kute były szczelnie zamknięte i uzbrojone w dzwonek...
Drugą ważną zdobyczą była pani Wajsmanowa. Osoba ta była wdową po jakimś »mężu nieboszczyku«,