Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mówi wujaszek, — bo to tam u was łatwo gospodarować przy stoliku, z książeczką w ręce...
Otóż nie będę już mieszkała wśród »łotrów« i uciekam. To jest właśnie jedyny mój sukces, że mogę odejść dokąd mi się chce i kiedy mi się podoba.
Taki stan emancypacyi przeżywali chłopi mojego dziadka Józefa za czasów Księstwa Warszawskiego, kiedy zdjęto im z nóg kajdany, ale razem z butami. Ja zdjęłam z nóg także kajdany, razem z trzewikami, to jest fakt historyczny, ale też mogę chodzić swobodnie z miejsca na miejsce, jak chłopi owego czasu. Dokądże tedy idę jutro? Płacz ze szczęścia, serce moje.. Do Głogów.
10 Czerwca. Znowu Kielce, w hotelu. Już się kończy wyprawa, bo się kończą fundusze. »Wracam na Liban, do mojego domu...« Już za mną zostały Głogi, Krawczyska, Mękarzyce... Jestem zupełnie spokojna i zdrowa.
Trzeba tylko jeszcze po porządku, wszystko, jak było wyłuszczyć. Z Mękarzyc uciekłam dziewiątego, chłopską furmanką, bardzo rano. W dniu poprzedzającym to zdarzenie zamówiłam sobie na wsi parę szkapiąt i wasąg, ładowany słomą. Zrobiłam ten »afront« wujostwu z umysłu, ale nie dlatego wcale, żeby im dokuczać, lecz, żeby, nie będąc związaną ich grzecznością, robić ze sobą, co mi się podoba. Gdy pewnego razu bąknęłam w rozmowie, że chcę być w Głogach, wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy, jakbym ogłosiła światu coś obrażającego uczucia ludzkie.
— Poco?! — dał się słyszeć trójjedyny okrzyk. — Przecie tam mieszka obecnie żyd, Lejbuś Korybut.