Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wdzięk leży na murach oblanych światłem miesięcznem.
Już chyba wszystkie walki ze znużenia w tej ciszy ustały i żelazna pięść przemocy osłabła z żalu.
Gdyby w tej chwili zbójca chciał sztylet utopić w piersiach swojej ofiary, — zemdlałaby mu ręka. Bo teraz aniołowie zstępują z niebios na ziemię i tulą do serc przeczystych westchnienia skrzywdzonych ludzi.
Kto teraz modlić się będzie...
W żłobie, gorzej niż niemowlę ubogiego parobka, leży ten, o którym mówił Izayasz, że »uderzy ziemię rózgą ust swoich«. Może to Jego królestwo już się zaczęło, może już idzie »rok Pański wdzięczny«. Niech się umocnią dusze cierpiące dla dobra wielu, niech wytchną, Panie...
26 Grudnia. Święta! Śpię, próżnuję i chodzę na wizytki. Zniosłam do siebie stos książek i rzucam się od jutra w srogie czytanie. Guêpe wyjechała na tydzień
Do naszego apartamentu wyniesiono dla braku miejsca od państwa S. choinkę. Mam w nocy miły zapach świerczyny. Ach, żeby tak przejechać się sankami wśród lasu, obsypanego śniegiem, świecącego soplami, w zimowy wieczór, kiedy to gonty na dachach strzelają! Jak to tam jest teraz?
Puste pola. Ani szmeru, ani szelestu. Księżyc idzie nad rozległym przestworem. Gdzieniegdzie gruszka polna stoi wśród śniegów samotna, obdarta. Rzuca swój cień błękitnawy...
7 Stycznia. Wacław umarł.
Odebrałam wiadomość od tej pani przed tygod...

· · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · · ·