Strona:PL Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni 01.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


można jeśli nie leczyć, to w każdym razie znieczulać pewnego rodzaju naciskami. Gdy się jest tak smutną, że łzy płyną z oczu za lada powodem, trzeba czytać, naprzykład jakieś »Sprawozdanie z siódmego okresu czynności Banku Handlowego«, albo — »Jedenaste zgromadzenie ogólne, zwyczajne, akcyonaryuszów Drogi Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej«... Gdy się takie rzeczy w chwilach odpowiednich uparcie i świadomie studyuje, to działają one swoją olbrzymią obcością, swoim bezwzględnym, gustalowym egoizmem na subtelne i czułe uczucia tak mocno, jak roztwór Schleicha. Ta sól na pewien czas odrętwia pnie nerwowe tak do gruntu, że można okolice, przez jej pole działania zajęte, krajać bez bólu lancetem. Inna rzecz, gdy cierpienie jest srogie. Wtedy »Jedenaste sprawozdanie« samo z rąk wyleci, jak ciężar nadmierny.
17 Listopada. Zdaje się, że spisywać pamiętnika takiego, jak zamierzyłam, nie mogę. Zbyt skromny mam zapas stałości. Trudnoby mi było utrzymywać, że, dzisiaj rano spokojna i prawie wesoła, nie będę o zmroku tonęła w rozpaczy, niestety! — nawet bez wielkich powodów. Brak pieniędzy, milczenie Wacka, myśli o Henryku, jakieś czcze, drobne, małe dzieje dnia jesiennego, które Krasiński tak słusznie mianował »podłemi...« Najczęściej jakaś niedola daleka, daleka, nie moja ani twoja, tylko tutejsza... Wtrąca mię to w smutek, a raczej w jakąś bolesną oziębłość. Nie jest to bynajmniej spokój! O, nie! Spokój to stan bezcenny, Troski i biedy uczą odczuwać spokój jako szczęście. Tych stanów przejściowych niepodobna tu zanotować, tak samo, jak nie można patrzeć w lustro, gdy się jest