Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 02.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— W Lozannie, pani. Rue Fribourg, 32... Stanisław Liwicki... Rue Fribourg, 32. Tu zaś na wzgórku hotel Cigne, ale dependence... — dodał melancholijnie, zatapiając oczy w oczach słuchaczki.
— Niech się pan tak bardzo nie wzrusza, bo to panu może zaszkodzić. Ja pana zapytywałam o adres dlatego, żeby się dowiedzieć, gdzie pan zamierza wysiąść. Bo, co do mnie, to wracam już do Montreux.
— A czy mnie nie byłoby danem to szczęście, żeby wrócić tam z panią?
— Wołałabym, żeby pan wysiadł tutaj.
— Tutaj, to jest niby... żebym wysiadł w jezioro?
— Jak pan uważa.
— Ja uważam, że tutaj naokoło jest jezioro.
— Ach, to nie do zniesienia!
— Więc pani znajduje, że w ubraniu?
— Rozumiem. A gdybym też, dajmy na to, utonął?
— Nie przypuszczam, żeby aż do tego doszło. Zresztą gotowa jestem złożyć wieniec za 25 franków na pańskiej świeżej mogile i iść za karawanem w czarnej sukni. Mam wcale ładną czarną suknię.
— Ale z żalem w sercu, czy chociaż z odrobiną żalu?
— Z odrobiną żalu na obliczu. Kolegom pańskim to wystarczy. A i panu chyba? Przecie pan oczywiście, nie wierzy w nieśmiertelność?
— Nie wierzę, pani. Ale jakaż materyalna może mię czekać nagroda? Jaka? Bo gdyby mię czekała materyalna nagroda, naprzykład, w tej chwili... A w takim razie... Gotów jestem po jej uzyskaniu natychmiast, skoczyć w wodę i notorycznie, eksperymentalnie utonąć w oczach pani.