Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wał śmierć do mocnego snu bez marzeń, wzruszeń, cierpień i radości, do snu niezmąconego, który każdy człowiek za największe szczęście uznaje, a którego sam król perski nie zawsze doświadcza. Wszystek czas pośmiertny przedstawiał w istocie przemądrze i nieodparcie widocznie, jako jedną noc głuchosenną. Brzmią mi te słowa w duszy: »οὐδὲν πλείων ὁ πᾶς χρόνος φαίνεται οὕτω δὴ εἶναιἢ μία νύξ«. A czyż nie »zyskiem« będzie owa wieczna noc dla ludzi przeklętych od losu, zaszczutych przez sfory łotrów, dla ludzi smutnych, zranionych przez straszliwe niedole, dla tych wszystkich, którzy tu spać nie mogą, bo serce ich czuwa, a piersi bez przerwy krzyczą z rozpaczy? Zdarzyło mi się raz we Lwowie, w brukowym dzienniku, między mnóstwem wiadomości pobieżnych, przeczytać opis włamania się władz do pokoju samobójcy w hotelu, i o znalezieniu na stole karteczki z temi słowy: »Dość już nareszcie tego życia«! Jakie też było to życie, jak wesoło musiało upływać! Pani, czemu Bóg »zatwardził serce« tego człowieka? Czemu zagasił przed jego oczyma istniejący świat? Jakże szczęśliwa musiała być nareszcie cisza wieczna i spokój, trwające, jako jedna noc twardego snu. Μία νύξ. Mnich, powtarzający za innymi rozkaz — »pamiętaj o śmierci«, jest wobec tamtego z hotelu sołdatem leniwego ducha i umysłu. Nieporównany wśród nas człowiek, Matlakowski, gdy umierał, kazał do siebie przyprowadzić ukochane dziecko, a napatrzywszy go się, napatrzywszy aż do śmierci, zawinął się w kołdrę, odwrócił do ściany i rzeki: — »No teraz już będę tęgo spał«.
— Zdaje się, że ja o tem samem...