Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak.
— Dlaczego?
— Jest podia, głupia, przewrotna, do gruntu zła.
— Dlaczegóż się pan z nią ożenił?
— Nie wiem, dlaczego. Omyliłem się.
— Czyż można się aż tak omylić?
— Można. I jak jeszcze!
— Ale ją pan poprzednio kochał?
— Dzisiaj już tego nie pamiętam, jeśli nawet tak było. Późniejsze z nią rozkosze zabiły we mnie pamięć wszystkiego. Czasami zdaje mi się, że od samego urodzenia miałem tę jędzę przykutą do ręki.
— Czyliż to można tak nienawidzieć drugiego człowieka?
— A cóż z nim robić, jeśli jest taki, jak moja miła żoneczka? Mamże ją kochać? Jakim sposobem? Gdyby pani znała te sprawy... Ale pani ich znać nie może i nie powinna.
— Dlaczegóż to ja nie? — spytała naiwnie.
— Bo... nie. Pani nie powinna nic o tem wiedzieć!
— Proszę pana... a jeśli się pan uprzedza, jeżeli się pan kieruje nienawiścią i tylko nienawiścią?
— Nie przeczę, wcale, że mnóstwo spraw muszę oceniać przesadnie i wręcz źle... Ale cóż stąd? Nie jestem martwem drewnem. Nienawidzę — i to mi sprawia ulgę. Inaczej mógłbym dojść do obłędu lub samobójstwa. Opowiem pani tylko parę szczegółów, które dadzą miarę całości. Była z urodzenia wyznania protestanckiego. Dla uniknięcia kłopotów ze spowiedziami przed ślubem, braliśmy go w kościele luterańskim. Obecnie, kiedy zapragnąłem dostać rozwód, przeko-