Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bez granic, wszechsiłą młodego jestestwa niewiedzieć za co i nie wiedząc o tem, czego doświadcza.
Stała się ta chwila i na wieki, nieznana duszy, zginęła w przeszłości. Teraz odnalazła ją jakowaś władza, jak zgubioną uryańską perłę i, zwolna pracując, przemieniła w silną a oczywistą ideę. Panienka, co przed chwilą z tego pokoju odeszła, była jakoby tamta woda.
Taka sama. Wiecznie żywa, bezmiernie bujna, jasna, przeźroczysta. Ani jeden jej ruch nie był w stanie spoczynku. Wszystko w niej było stawaniem się i żywotem. I była w sposób niepojęty, tajemniczo pociągająca, jak tamta rzeczna woda rodzinnej wsi.
Wspomniał, a raczej ujrzał powtóre, jak słońce zanurzyło się przelotnie w jej włosach, niby w żywiole swym rodzimym, niby w samem sobie — i jęknął cicho. Poczuł w sobie dziwne wzniesienie, jakgdyby on, rzeka i ta dziewczyna — to było jedno i to samo.
Starał się otrząsnąć z tego dziwactwa i odegnać je logicznym wywodem.
— Wskutek wytężonego rozwoju pojęć rozumowych, — rozmyślał, — zaciera się zdolność odtwarzania sobie wypadków z życia minionego z taką samą intensywnością czucia, jaka im towarzyszyła.
Są momenty, utrwalone w nieświadomem myśleniu, które mają cechę czegoś, od naszej zdolności czucia i myślenia odmiennego, jakowychś wprost poza nami bytujących stanów. Związek między nimi a nami jest luźny nad wyraz, a często żaden. Patrząc tak w odległość, doświadczamy wrażenia, że człowiek składa się z szeregu postaci, które częstokroć nie mają pomiędzy sobą nic wspólnego. Przemiana materyi sprowadza ten