Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czyje? Jakie? Skąd przyjdzie? Przesuwały się na obraz mgiełek wiosennych w parowach gór życzenia, zwrócone w nieistnienie, objawiały się ruchy pragnień, dążące w stronę niewiadomą, rosły w tajemnicy przed wolą i wiedzą, aż do ogromu potężnych sił i stawały się jak wybuchowe miny uczuć dusznych, których piersi nie były w stanie objąć i zmieścić w sobie.
Z burzy tej wysunęła się nagle dobroć powszechna i łaska wszechobejmująca. Ona się stała krwią i mózgiem, ona ruchem cielesnym i życiem duszy, uśmiechem ust, wzrokiem i słuchem.
Gdybyż to uczucie trwać mogło wiecznie!
Gdybyż w tym stanie łaski żyć i umierać!
Ale ono nie trwa. Coś wewnątrz niego, w samym nim stało się nagle. Stało się niewątpliwie, a znikąd, jak staje się w próżni ton muzyczny.
Rozdzielił, rozciął stan łaski na dwie połowice (jak ton rozcina ciszę), a one się jedna od drugiej posłusznie rozeszły. Wynikła w duszy i poczęła drżeć — tęsknota. Za czemś zupełnie nieznanem, za groźnem, za cudnem, za straszliwem a tak blizkiem, jak blizką jest własna dusza, własne bicie serca, własny oddech. Coś objawiało się w głębokościach duszy i stanęło przed nią. Serce kołace przed Tajemnicą. Oczy szukają w mroku. Drży ciało.
A gdy jeszcze oczy szukają i ciało drży, — już smutek idzie przez duszę. Sam jeden idzie straszliwy i mądry. Wszystko przejrzał, nad wszystkiem dumał.
Przeszedł, przeszedł, wlokąc za sobą czarny swój cień.
Załamał suche, koślawe ręce... Dość ma: obaczył kres...