Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wydobył pugilares i zapłacił odrazu 15 rubli za miesiąc. Ewa z radością trzymała w ręce trzy papierki i mimowoli, bez słów, modliła się dziękczynnie. Nigdy bardziej te pieniądze nie były w domu potrzebne, nigdy bardziej w porę nie zjawiła się taka suma. Zaiste!... Pan Bóg chyba posłał tego człowieka... Przez chwileczkę wspominała sobie pracę przedgodzinną w tym pokoju — fizyczną i duchową — i, niewiedzieć czemu — z najgłębszej, »anielskiej« głębokości serca spojrzała przejrzystemi do dna oczyma, z dołu w górę, uśmiechnęła się do przybyłego lokatora. Wyrazy drżały na jej wargach... Gdybyż on wiedział, jak dalece ludzie są braćmi i dziećmi jednego Ojca! Gdybyż on wiedział, kto go tu posłał!...
Ale, o dziwo! wtedy dopiero ujrzała tego pana. Bokiem do niej zwrócony, od niechcenia, z pod powiek i ukosa patrzał na nią. Spostrzegła jego czoło Białe, prześliczne i w mig nazwała je za poetą »upojonem myślami«. Zauważyła jego prosty nos, lekki, ciemny zarost, usta wykrojone delikatnie i nazwała go w myśli »jakiś taki swój człowieczyna«. Ale nie było to trafne, boć widziała, jaki to arogant i pyszałek. Wyszedł z pomrukiem, że każę tu natychmiast znieść z dorożki rzeczy. Mówił, jak do służącej, gdy stała W korytarzu... Uśmiech jej poszedł za nim, gdy się już drzwi zamknęły.
— Gdy mama przyjdzie, — ileż to naraz szczęśliwych nowinl — Liczyła: — Rozgrzeszenie, pokój Wynajęty, 15 rubli gotówką — i cóż to jeszcze?... Coś Jeszcze takiego... Najważniejsze to, że wynajął nie studencina, nie »obibok«, nie »byle jaki Warszawiak«, lecz