Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ich pieśń o morzu, o skałach o żołdzie możnych panów z Lucci! A wyobrazić sobie kawalerów, którzy żeglują z daleka na swych galarach, schłostanych pianami, żeby się nocą wedrzeć na skały i wydusić tamtych za pomocą stryków, wyrżnąć nożami, wytracić do nogi! Wmyślmy się, pani złotowłosa, w to słowo pirata, zbój morski! Wpatrzmy się w to morze, chluszczące na ścianę brzegu! Czyliż to nie jest widoma dusza piraty, zbója morskiego? Zanim spalił łodzie nadbrzeżne rybaka, zabrał sieci napełnione, musiał czyhać po nocach i ciężko pracować za dnia. Zanim podpalił chatę, musiał się wspiąć po tej stromej skale Jakże nędznym jest zbój dzisiejszy, wygrywający przy stole w Monte Carlo w przeciągu kwadransa wartość życia setki umierających i własność, stworzoną przez tysiąc żywych..
Przesada. Nie cierpię!
— Szkoda. Myślałem, że pani lubi przeżywać dzieje ludzkie.
— Ja ledwo mogę sobie dać radę z własnemi dziejami, a pan mi tam każę przeżywać »dzieje ludzkie«.
— Nie każę, tylko radzę. Pewien bardzo mądry staruszek, Ralf Waldo limmerson, tak mówi: >nie szukajmy na zewnątrz wiedzy naszych dziejów; nauczmy się wyczytywać je w nas samych«. Twierdzi on, że historya powinna przestać być szpargałem i że trzeba koniecznie wygrzebać historyę ze szpargałów. Historya, według niego, powinna chodzić wcielona w każdym człowieku. Wymaga on od człowieka, żeby mu dał uczuć, jakiego jest wieku, ile wieków przeżył.