Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/361

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dokładne zrozumienie mowy bombiarza, który sobie w łeb strzela.
— Chciał strzelić...
— Strzela sobie w łeb tylko ten, kto tego mógł chcieć.
— Zakazuje się panu chcieć te^o!
— Mógłby mi tego zakazać tylko ten, ktoby mi był poprzednio dał siłę, żebym chciał...
— Ja w imieniu tej właśnie władzy!
— Musiałaby pani przebyć poprzednio wszystkie siedm sfer O-Sir-Is’a — mądrość, miłość, sprawiedliwość, piękność, wspaniałość, wiedzę, nieśmiertelność — i zejść dopiero do tej spelunki. A pani nosi pantofle?
— Cóż to za pytanie?
— Chciałbym wiedzieć, czy pod jednym z nich siedzi — mąż?
— Noszę pantofle, nawet w dniu dzisiejszym mokre i podarte, ale męża... niestety...
— To może pani zechce zostać moją żoną, żebym mógł zająć wakującą posadę.
— Ależ naturalnie! Tylko musi się pan jeszcze odegrać.
— Nie, już nie! Już mi teraz nie potrzeba. Zresztą — najniższa stawka pięć franciszków, a ja nie mam nawet na zapłacenie za kieliszek wina, który tu przed swą śmiercią wypiłem.
— Pożyczę panu trzy tysiące franków. Ale pan powie, dlaczego to już panu nie są pieniądze potrzebne?
— Od czasu, kiedy w Polsce idee zostały wydeptane obcasami proboszczów, szlachciców, fabrykan-