Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


po tysiąc franków. Kilka z nich, pięć czy sześć, jakby w roztargnieniu, wsunął w rękę Ewy.
— Panie! Co pan... ze mnie... robi! Co pan ze mnie!-.
— Odda mi pani! — rzekł, odtrącając jej ręce. — On mi odda, ten Niepołomski!
— A jeśli on się nie znajdzie? — pytała z naiwną bezczelnością, — to z czegóż ja panu oddam te pieniądze? Ja nic nie mam, nic a nic. Jestem kasyerką z cukierni, — więc jakże ja mogę... Panie!
Szczerbie łagodnie ujął jej dłonie i wskazał jej stoły gry.
— Niech-no pani spojrzy, — śmiał się z dobrocią, — niech się pani przypatrzy, jak się zapracowuje pieniądze. Ja te również zapracowałem, te moje pieniądze. Mogę zaraz podejść i za dziesięć minut mieć w kieszeni całego majątku dwadzieścia centimów.
— Ach, to wszystko. Mój mocny Boże!
— Cicho — cicho... Nie trzeba o Bogu mówić.
— Pan nie wie, co się dzieje ze mną...
— Mógłbym powiedzieć to samo: pani nie wie, co się dzieje ze mną. Mówi w jednem miejscu Szyller: »Ona mi to wyznaje! W przecudnych oczach, zwróconych ku mnie, maluje się miłość dla innego...«
Szeptał to, śmiejąc się nieprzyjemnie, z oczyma wlepionemi w ziemię.
— Jabym dla pana dała sobie uciąć rękę. — Oddałabym dla pana dziesięć lat życia! Pan mię jeden w Warszawie znalazł i dał mi jeszcze odetchnąć nadzieją... Ale czyż można należeć do dwóch mężczyzn? — spytała z bezczelną prostotą. — Nie dobrze i nie wolno