Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w tem miejscu i w tym dniu, — wybuchł w jej sercu ku temu człowiekowi spazm nienawiści, morderczy paroksyzm zemsty za jego właśnie anielski spokój. Ujrzała rozwartemi oczyma nizkie, czteroszybowe okna magazynu mód, ciupy ciemne, pełne wilgoci i wiecznego smrodu, podwórze zalane błotem, nagie mury sąsiednich kamienic, pokryte wieloletnią sadzą. Ujrzała głowy szwaczek, schylone nad cudnemi sukniami ostatniej mody. Dzień jesienny, kiedy przez brudne szyby sączy się do izdebek mętne światło, a śniady jego półton pada między liście roślinek, moknących w doniczce na ramie opuszczenia. Uczucie całej gromady tamtych dziewcząt, złość, mściwość, nienawiść, — wysłannice podłości, które w ich duszach zaszczepiła nędza żywota. Ewa zatrzęsła się od straszliwego śmiechu i ze ściśniętymi zębami szła dokądś, z powrotem, ku Wyjściu. Nie miała jednak zamiaru opuszczać kasyna. Ze zdumieniem spostrzegła, że służba zapala nad stołami lampy ze światłem skoncentrowanem. Góry złota poczęły jaśnieć z podwójną siłą. Wówczas uległa powszechnemu ożywieniu. Porwał ją połysk i żar tego życia. Ogarnął ją i wciągnął namiętny a przyciszony szmer. Coś, jak niezwalczony szelest poczęło płynąć W jej żyłach. Błądząc w gromadzie ludzkiej, co chwila stawała wobec samej siebie, odbitej w wielkich lustrach. Patrzyła na swoje złote włosy, bardziej teraz złote od stosów pieniędzy na zielonych stołach. Patrzyła w swe oczy i kołysała się z dziwną przebiegłością w doskonałym rysunku swych kształtów, w nieposzlakowanem pięknie ramion, piersi i bioder. W pewnej chwili, gdy tak stała, patrząc w zwierciadło, ujrzała w niem poza