Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nic a nic, prócz nieustannych drgawek nerwów i fizycznej boleści. Naprzeciwko Ewy i croupier’a siedziała staruszka z siwymi włosami, które okrywał starożytny stroik. Twarz cioci rezydentki w zapadłym dworze Podola czy Polesia, zażywnej jejmości, lubiącej kawę i plotki.
Teraz pod tą starą skórą, rozprażoną i zczerwieniałą, jak na pieczonem jabłku, wre zgrzybiała krew, niby klej stolarski, zagotowany w skorupie nad płomykiem lampy — wszystkiemi porami, wszystkiemi nadtrzaśnięciami zieje szalona namiętność. Ciało drży i śmierdzi, drżą ręce, głowa się trzęsie, oczy zachodzą łzami, u nosa zwisa co moment kapka. Wyschnięte palce o skórze szklistej, poprzecinanej żyłkami krwawemi, posuwają złote pieniądze, tkają je to tu, to tam z beznadziejną rozpaczą, cofną i znowu niosą w rozterce śmiertelnej — a raz wraz przekłuwają cyfry w papierku. Patrząc na tę starą, Ewa poczuła taką odrazę, jak do kupy podmiejskiego nawozu. Miała myśl, że gdyby tak silnie z góry uderzyć pięścią w to stare czupiradło, a nacisnąć ją z całej siły, jak purchawkę, to pękłaby szaro-zielona powłoka, a z wewnątrz buchnąłby pewnie kurz czarny, gąbczasty, cuchnący...
Nie mogąc znieść widoku starej klempy, a nadewszystko nie mogąc znieść widoku lekkiego a prawie niepostrzeżonego uśmiechu croupier’a, gdy wzrok jego padał na tę starą damę, Ewa wysunęła się z tłumu i odeszła w głąb sal. Tam, wśród krążącej ciżby, odetchnęła. Szła przed się, od jednej rulety do drugiej, trafiła do stołów, gdzie grano w {roz*|rouge-et-noir.}} Tam zajrzała przez ramiona w twarze grających, tu