Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szło na nią ostatecznie nieszczęście. Wałęsając się po izbie, miotana przez rozpacz, uczuła, że zwisa nad nią niżej i niżej zabójcza myśl. Miała wrażenie, że ta myśl skręca się w pewien kształt, w senną, krzywą postać i daje jej znaki. Nie chce wyraźnie oznajmić prawdy, lecz każę się samej domyślać. Ewa rzucała się w szale po kątach, uchodząc przed tą myślą. Zakrywała twarz rękoma i, jak wroga, biła nieszczęście pięściami. Wreszcie, oparta o ścianę, wysłuchała wszystkiego w urywanych łoskotach serca:
— Łukasz wymyślił owo więzienie. Jest to pozór. Przysłał przez tego Szczerbica pięćdziesiąt rubli, żeby się odczepić. Odczepić się raz na zawsze. Swej dziewce... pięćdziesiąt rubli...
Przeżywszy tę myśl, Ewa ścierpła, zziębła i osłabła. Usiadłszy na brzegu łóżka, myślała, co pocznie ze sobą i z tem dzieckiem, które w niej żyło. Zdawało jej się, że siedzi na brzegu gliniastego parowu, gdzieś w Sandomierskiem. W dali, Wisła...
Wtedy poczęła się w niej dusza szamotać, targać i szaleć, jak zbrodniarz, wleczony do policyi... Aż od jednego zamachu i od jednego ciosu woli postanowiła. Oczy jej stały się dzikie i złe, jak u psa na łańcuchu. Porwała ze stołu piękny, starożytny fermoir, który jej Łukasz na pamiątkę zostawił, i rozbiła ten sprzęcik o ziemię na drobny mak. Potem zaczęła się ohydnie śmiać i upadła twarzą w łóżko.
Nazajutrz rano, po zupełnie bezsennej, białej nocy, odziawszy się w najlepsze suknie, zabrała resztę pieniędzy i wyszła na miasto. Na targowisku miejskiem, po długich poszukiwaniach, wynalazła chłopa, który był