Strona:PL Stefan Żeromski - Dzieje grzechu 01.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


żądaną rozrywką. Żyła w zupełnej ciemności, w gnuśnem zaniedbaniu. Stała się, jak rola zarośnięta zielskiem. Nic już nie było przed nią i za nią.
Nie chciało się jej wracać do znanych cierpień, a nowych leniła się poznać. Straciła wiarę w to, żeby mógł istnieć jakiś inny świat uczuć, zgubiła w ciemności wiadomość nawet o tem, że żyją ludzie na świecie. Ziemia dla niej była pusta. Myśli wygasły, wola ginęła. Czasem jeszcze miotały się nerwy, jak odruchowo miotały się członki zwierzęcia, związanego powrozami. Nastało bezwzględne bankructwo wszystkiego. Już teraz rzadko kiedy widziała, jak jej, stojącej nad przepaścią, ziemia z pod nóg się sypie. Nadchodzi bezwład. W tej nocy okrutnej i nieskończonej nawet wspomnienie o Łukaszu uległo zaćmieniu. Pamiętała o nim nie jako o człowieku, lecz jak o czemś, co ma w sobie światłość. Ta światłość, — to był przedewszystkiem boleśny żal. Jak człowiek, w nocy i ciężkiej gorączce pogrążony, który nie wie nic dokładnego o świetle słonecznem, a tylko o niem śni, czuła za sobą, w tej stronie, dokąd Łukasz pojechał, brzask gasnący. — I to światło już nicestwiało.
Domyślała się, że i ono wkrótce pożarte zostanie przez ciemność, że nie będzie w jej sprawie życiowej nic a nic znaczyło, tak samo jak nic nie znaczy matka, ojciec, Aniela, — jak wszystko co niegdyś było, a później przestało być, a wreszcie żadnego literalnie niema znaczenia. Pisała jeszcze wciąż listy i pod dawnym adresem wysyłała je do Rzymu, ale po co to czyni, co to ma za sens, — już nie wiedziała.
Jeżeli do czego zwracały się jeszcze uporczywie